koronki koniakowskie, koronka koniakowska, największa koronka, koniaków

Aktualności

Bratysława

06-11-2015
W Bratysławie podziwiano Największą Koronkę Świata

Zgodnie z założeniami projektu „Lacy Visegrad”, Największa Koronka Koniakowska ruszyła w świat! Po Warszawie przyszedł czas na stolicę Słowacji, gdzie koronkowego giganta można było podziwiać od 19-22 maja w Instytucie Polskim w Bratysławie. Serweta, dobrze widoczna z okna na ruchliwym placu Námestie SNP, robiła na przechodniach piorunujące wrażenie.

Wystawa została uroczyście otwarta w dniu 19 maja. Na wieczornym wernisażu zgromadziły się tłumy a sala dosłownie pękała w szwach. Lucyna Ligocka- Kohut, pomysłodawczyni powstania serwety i koordynatorka projektu, wygłosiła wykład o historii i specyfice koniakowskich koronek i drodze, która zaprowadziła do pobicia Rekordu Guinnessa. Wernisaż zaszczycił m. in. Dyrektor Instytutu Polskiego pan Andrzej Jagodziński, pani Anna Ciesielska z Ambasady Polskiej w Bratysławie oraz Jana Melihercigova z ULUV.

Przez trzy kolejne dni, od środy do piątku, nieprzerwanie trwała wystawa Największej Koronki Świata. Frekwencja dopisywała, przychodziły grupy dzieci i młodzieży szkolnej oraz indywidualni zwiedzający. Lucyna Ligocka-Kohut, Barbara Juroszek i Aneta Legierska z Gminnego Ośrodka Kultury, Promocji i Informacji Turystycznej w Istebnej opowiadały o koniakowskich koronkach. Z kolei Mariola Wojtas i pani Bernadeta Bielesz cierpliwie uczyły sztuki koniakowskiego „hackovania”.Przez cały czas trwania warsztatów miały pełne ręce roboty. Swoich sił w opanowaniu szydełka próbowali panowie i panie w wieku od 5- 87 lat. Niektórzy przychodzili z ulicy i zostawali do końca. Na drugi dzień przynosili do pokazania ... „kwiotki”, które zrobili wieczorem w domu i serwety po babciach i matkach, które także szydełkowały.

Bratysława to miasto bardzo otwarte na rękodzieło ludowe, co można zobaczyć na każdym kroku.. Prężnie działa tutaj państwowy ULUV (Centrum Rękodzieła Ludowego), gdzie odbywają się różnego rodzaju warsztaty i kursy. Mimo to, koronki koniakowskie były tu prawdziwym objawieniem. Kiedy Mariola Wojtas pokazywała pracę z najcieńszą nicią i bogactwo wzorów, Słowacy kręcili głowami z niedowierzaniem. „Zlaté ruki”- powtarzali z podziwem. Na miejscu prowadzone było także stoisko z twórczością ludową i książkami o koronce, które cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem.

Z całą pewnością można powiedzieć, że po trzech dniach wystawy, Bratysława połknęła koronkowego bakcyla. Nasz gigant wrócił tymczasem do istebniańskiego GOK-u a przed nim podróż do kolejnych stolic- Pragi i Budapesztu.

 


Projekt finansowany przez:

visegrad